Oddycham... 2011-10-22 07:03:40

Po wielu latach chyba naprawdę czuję sie wolna. Praca, która sprawia mi satysfakcję. Dzieci, które sobie radzą. Finanse, które jakims cudem pozwalają mi na przeżycie miesiąca. Samochód? To jeszcze potrwa, bo kiepska ze mnie "kierowniczka". Ciesze się tym co mam. Zbieram nowe doświadczenia.
Czytam początkowe notki z bloga i zastanawiam się... To ja? Dałam z tym sobie radę?

skomentuj (3)

Zmiany zmiany 2011-08-11 06:22:27

Moja dyrekcja w banku odeszła... Słusznie, trzeba było ją wyrzucić juz dawno. Dzieki nowej szefowej rozwijamy się. Przyrost transakcji o 100% w odniesieniu do zeszłego roku to nie przypadek. Może to dziwne co powiem, ale przez cały czas problemów z poprzednią dyrekcją udzielała mi wsparcia moja nadrzędna dyrektorka w regionie. Chodzę do pracy z chęcią i mam więcej energii do pracy. 

 

A ja sie uczę prowadzić auto. To dobry czas na zakup samochodu. Boję się dodatkowych kosztów, ale dzięki temu będę bardziej mobilna, będę mogła odwiedzać rodzinę w B. A to osiemdziesiąt kilometrów. 

 

Dzieciaki rosną. Ika idzie do technikum hotelarskiego. Mały dostał się do gimnazjum do klasy sportowej. To dla niego ogromna szansa, ale tylko od niego zależy czy ją wykorzysta w odpowiedni sposób. W przypadku dzieciaków czuję się niestety jak skarbonka. Zawsze się śmieję, że mylą pracownika banku z Bankiem - bo to nie to samo. 

 

Żyję, oddycham, odpoczywam, a już niedługo urlop. Miał się zacząć we wtorek, ale przesunęłam go z powodu jednego mojego klienta, który potrzebuje pomocy kredytowej. I robie gigantyczną w skali oddziału konsolidację długów. Uda się, a jak sie uda to już sobie spokojnie odpocznę....

skomentuj (2)

Mieszkanie. O ja pier......! 2011-02-13 22:47:35

Eks teściowa jest po prostu istotą nieobliczalną. 

 

W czerwcu zmarła jej matka zostawiając jej mieszkanie. Mimo moich sugestii mieszkanie stało kilka miesięcy puste, bo Hanki nie było stać na użytkowanie to. Paradoks: bo koszty i tak były naliczane: opłaty czynszowe rosły. Jesienią przeprowadziła się do niego, nie meldując się. Wkrótce dołaczył do niej synek. 

Tak tak, ten właśnie synek, który dumnie zowie się ojcem moich dzieci. 

Obciążona komorniczymi zajęciami, biedna nieporadna kobieta mieszka sobie w mieszkaniu, które w tej chwili zadłużyło "się" na półtora tysiąca. Spóldzielnia mieszkaniowa grozi nakazem komorniczym. 

I tu niespodzianka! Ponieważ może się okazać, że prababcia moich dzieci nie płaciła za mieszkanie - bo zmarła, to Hanusia jako jej spadkobierczyni (mimo, że nie załatwiła formalności w spółdzielni, związanych z przejęciem mieszkania) będzie miała NASTĘPNY nakaz komorniczy...

A co zrobi komornik?

No co zrobi, skoro z tytułu poprzednich należności ma do odzyskania jeszcze 30 000,00 zł?

Wiadomo, że zlicytuje mieszkanie. 

A cholera szkoda, bo wszyscy obiecywali, że będzie dla Iki. 

Paulina prawdę mówiąc jako dzieciak ma to generalnie gdzieś. Od dwóch lat ma chłopaka, który ma swoje nieruchomości, a gdyby nawet nie miał, to ona tam nie zamieszka. 

Hamusia panikuje. 

Fakt, zostanie bezdomna a jej synek jej nie pomoże, skoro już i tak dawno nie poczuwał się do obowiązku pomagania jej. 

Zrewidowałam ich przychody i koszty:

Ona ma 1600,00 emerytury + dorabia opiekując się starszą panią 400 zł. 

500 zł zabiera jej komornik, a biorąc pod uwagę fakt, że jego miesięczne koszty wynoszą ok 300zł, to będzie go spłacała do usranej śmierci. I tu mamy zadłużenie wobec Żagla, AIG i jeszcze jednej firmy. 

Pozostałe 1100 zł przeznacza na spłatę innych, jeszcze nie windykowanych kredytów: w BPH i CITIBANKU - zostaje jej 200 zł. Plus 400 za opiekę nad staruszką. Z czegoś żyć musi. 

Ale poza tym nie płaci pożyczki mieszkaniowej zaciągniętej jeszcze podczas pracy w szpitalu. Wiem, bo dostałam pismo jako jej poręczyciel (drugim poręczycielem jest znajomy doktor - czy ona nie ma wstydu?).

Synek mieszka z nią gratis, chociaż dumnie opowiadał mi, jak to wspomaga matkę. 

Zabrałam im wszystkie rachunki, wzięłam 200 zł na opłacenie zaległości mieszkaniowych. 

Jej zarabiający 600zł tygodniowo synek ma przykazane przeznaczać 400 zł miesięcznie na koszty swojego zamieszkania. Co chyba nie jest dla niego zbytnim obciązeniem, skoro i tak alimentów nie płaci. 

Mój pomysł:

Darowizna na rzecz Pauliny, ja jako pełnomocnik do czasu usamodzielnienia się mojego dziecka. 

Służebność na rzecz Hanki, obwarowana obowiązkiem utrzymywania mieszkania do czasu wyrażenia chęci zamieszkania przez Paulinę, wówczas partycypacja w kosztach utrzymania mieszkania.

Jak tatuś nie będzie płacił za mieszkanie to WON. I tak nie zameldowany. 

Jak mieszkanie zostanie zapisane na moją córkę to nie wezmę kredytu hipotecznego: 30 000,00 na 10 lat = raty po 400-300 zł malejące. Ona jest uwolniona od komornika, spłaca kredyt, nowych nie zaciągnie, bo ma w BIK windykację wpisaną jak wół. 

Minus: Zabezpieczeniem mojego kredytu hipotecznego będzie moje mieszkanie. Ale raty kredytu i czynsz za mieszkanie pauliny zdołam udźwignąć w razie czego. Jestem na to raczej gotowa. 

 

skomentuj (1)

Mobing? 2011-02-13 22:27:08

Być może już tak, znosiłam to długo. 

Teraz bede notować fakty, pierwszy tydzień lutego: pod karą udzielenia nagany na piśmie zabroniono kontaktować mi się z doradcami produktowymi. A przecież przy ich pomocy sprzedaję sporo...

 

Skąd ta złość? Skoro moja przełożona doskonale widzi jakie wyniki dzięki temu osiągam. 

 

Koleżanka sprzedająca produkty detaliczne dzień wcześniej trafiła na kardiologię. Oficjalnie przyczyna jej zasłabnięcia nieznana. 

skomentuj (0)

OC w życiu prywatnym 2011-02-13 22:24:24

Właśnie wróciłam z tygodniowego szkolenia. W pracy mamy sprzedawać ubezpieczenia dla C. Żadna rewelacja, skoro nie będziemy udzielać zniżek. 

 

Ale moja konkluzja z tego szkolenia jest taka: 

SAMA się ubezpieczę, od szkód wyrządzonych przez dzieci, bo Maciek nadal jest nieobliczalny. 

skomentuj (0)

Kocie zabawy 2010-03-09 06:09:26

Jestem KOT. Nazywam się Wiesiek, chociaż jestem dziewczynką. Przyjechałem w wilkinowym koszyku. Nadmieniam, że będąc w nim niezmiernie się darłem. Nie podobało mi się, że Pani władowała mnie tam, zabierając od rodzeństwa i Mamy.Mama... Mama jest piękna. Ma długą sierść i jest w łatki. Ja jestem bury,niby czarny, a jednak mój kolor przypomina wyprany czarny dywanik - bury. 

Lubię się bawić. Szczególnie kiedy atakuje mnie Czarna Łapa. Czarna Łapa to oczywiście dłoń Pani w rękawiczce ze skóry. Pewnie zakłada ją, bo strasznie gryzę. A gryzę że hej! Mam ostre ząbki a do tego pazurki. Czarna Łapa jest już dokładnie przeze mnie zgryziona, wyszarpałem z niej ozdobne paseczki. Kiedy Łapa się zbliża kładę uszy po sobie (wyglądam wtedy jak puma), ogon mi się jeży, skaczę na boki i atakuję.

Lubię Panią. Nawet teraz siedzę na jej kolanach.... 

skomentuj (2)

Hmm 2009-12-16 15:42:59

Dzisiaj złamał mi się ząb i ... chyba czas przerzucić się ze Snickersów na Marsy

skomentuj (4)
Księga Gości